piątek, 23 stycznia 2015

Chapter 19

Severus był w rozsypce. Trzymał dziewczynę na rękach nie wiedząc co robić. Jego głowa była pełna najgorszych myśli.
- O czym Ty mówisz? - zdenerwował się na słowa Hermiony. Szybkim krokiem znalazł się w sypialni. Delikatnie położył ją na miękkiej pościeli. Milczała.
- Powiedz mi o co chodzi. - zażądał Severus bliski ataku paniki. Jego zimna krew nagle zrobiła sobie wolne. Nie chciał myśleć o tym, że to on mógł popełnić gdzieś błąd. Skutki mogłyby być katastrofalne i był tego całkowicie świadom.
- Powrót do życia. - wydukała w końcu dziewczyna, choć z wielkim trudem.
- Co? - odparł mało inteligentnie Snape zanim dotarło do niego o co prosi dziewczyna.
- Potrzebuje kropli. - dodała. Dopiero to zadziałało na Severusa. Szybkim ruchem wyciągnął zza surduta fiolkę. Hermiona podniosła się zaciskając usta i wyciągnęła słoń w stronę ręki Mistrza Eliksirów. Kiedy już miała ją chwycić nauczyciel odsunął się. Dziewczyna spojrzała na niego zdezorientowana.
- Najpierw mi obiecaj, że wszystko wyjaśnisz. Bez kłamstw. - zażądał Severus patrząc prosto w oczy dziewczyny. Nie miała wyjścia, Musiała się zgodzić.
- Obiecuję. - powiedziała cicho po czym wyciągnęła dłoń po fiolkę. Severus patrząc na Gryfonkę dał jej eliksir. Jego wzrok był nieufny. Ale z jednej strony był zadowolony. W końcu dostanie wyjaśnienia. Kiedy Hermiona wzięła w dłoń fiolkę poczuła ulgę. Zaraz wszystko minie. Szybko odkorkowała ją po czym przechyliła do ust. Jedna kropla spłynęła. Nagle w jej ciele rozeszło się przyjemne ciepło. Rozluźniła się. Serce zwolniło bieg. Ból odszedł. Hermiona opadła na łóżko z cichym westchnięciem. Miała zamknięte oczy. Napawała się spokojem, nirwaną, jaka zapanowała w jej ciele. Severus milczał. Nie wiedział co mógłby powiedzieć, czekał aż ona rozpocznie. Wiedział, że jest to nie fair, ale tylko w taki sposób mógł osiągnąć cele, jakie sobie postawił. Życie nauczyło go, że czasami grzecznie i miło po prostu się nie da.
Dziewczyna nie wiedziała, jak długo panowała między nimi cisza, ale w końcu postanowiła zebrać się w sobie i ją przerwać.
- To wszystko zaczęło się dość dawno. - zaczęła cicho mówić patrząc się przed siebie. Unikała wzroku Severusa bojąc się, że dojrzy w jej spojrzeniu coś, czego nie powinien. A to było niebezpieczne. Zwłaszcza teraz,
- Dokładnie to na początku zeszłego roku szkolnego. Dostałam dawniej od profesor MgGonagall zmieniacz czasu, abym mogła uczestniczyć we wszystkich zajęciach. Mam go do dziś. Kiedyś chciałam coś tylko sprawdzić, coś co wydarzyło się kilka lat wcześniej.. Cofnęłam się za daleko. Popełniłam błąd w obliczeniach.. Zobaczyłam coś.. Czego nikt nie powinien zobaczyć. A co dopiero doświadczyć. Powiedzmy, że zmieniło to moje podejście do kilku kwestii. Miałam już wtedy plan. Pojawił się tak nagle i był na prawdę dobry. Ale nie przewidziałam kilku kwestii. Kiedy one doszły.. Stalo się bardzo wiele złych rzeczy. Radziłam sobie z nimi tylko dzięki Draconowi. Był on dla mnie prawdziwym oparciem. To właśnie dzięki niemu udało mi się spotkać z Rudolfem.Nasza "znajomość" otworzyła mi pewnego rodzaju furtkę. Drzwi, które dla osoby mojej krwi są niedostępne, a ich przekroczenie jest skazane na pewną, niekoniecznie szybką i bezbolesną, śmierć. Miałam możliwość wstąpienia w Szeregi jako oznaczona zabawka. Pozwolono mi z biegiem czasu uczestniczyć w zebraniach, ale nie jako Śmierciożerca. Oczywiście, nic za darmo. Moją kartą przetargową był Dumbledore i on zdecydowanie zdaje sobie z tego sprawę. To zagwarantowało mi uznanie. Stwierdzili, że może jednak się na coś przydam. Ale to nie był główny problem. Mój problem sięga mojego pierwszego spotkania z Czarnym Panem. Chcieli poddać mnie testowi. Mówili, że nie ma na  świecie żadnej żywej istoty, która go przeszła. Że wszyscy umierają. Że umierają nawet jak wygrają. Ale ja się nie bałam. Byłam pewna, że dam radę. A jeśli nie? Trudno. Ważne, że próbowałam. Straszyli mnie, że jako szlama nie przejdę pierwszego zadania. Dałam radę. Przeszłam pierwsze, drugie, trzecie, czwarte.. Każde z taką samą łatwością. Ostatnim zadaniem była walka. Myślałam już, że to czysta formalność. Ale to nie był człowiek. Elf, jak przypuszczałam. Co prawda, zabiłam go, ale on zdążył rzucić we mnie bezgłośną klątwę. To to był ten kruczek, dzięki któremu nikt nigdy nie wygrywał. Nikt nie wiedział, czy nią dostałam, czy nie. Nie przyznałam się. Czarny Pan kazał mi się stawić trzy dni później. Miałam trzy dni. Wygrać oznacza znaleźć lekarstwo. Znalazłam je.. - powiedziała wskazując na buteleczkę - Jak na razie, jest to jedyna rzecz, jaka pozwala mi funkcjonować. Stworzyłam je sama. Jednak ono nie jest lekarstwem. A przynajmniej nie do końca. Tylko powstrzymuje proces klątwy na jakieś 24 godziny. Nie niweluje przyczyny a jedynie same skutki. Nigdy nie udało mi się wydłużyć tego czasu. To maksimum na jakie mnie stać. Zażyć tego mogę tylko jedną kroplę na dobę. Pół więcej i spłonę żywcem. Pół mniej i śmierć gorsza od tej, które groziła mi z rąk Rudolfa.
Hermiona skończyła swoją wypowiedź. Podła w niej jak najmniej szczegółów i była pewna, że profesor to zauważył. Jednak on wciąż milczał. Dziewczyna westchnęła cicho i odłożyła fiolkę na stolik. Została jedna kropla.
- Wiem, profesorze, że może to zostać odebrane przez pana jako niegrzeczne lub aroganckie, ale chciałabym wrócić do swojego dormitorium. Mój eliksir..
- Zamilcz. - odparł Mistrz Eliksirów przerywając kolejny słowotok dziewczyny. - Dobrze wiesz, że stąd nie wyjdziesz. Jestem także niemalże pewien iż nie zdradzisz mi  przepisu na swój Powrót do Życia, więc udostępnię Ci swoją pracownię. Na ten jeden jedyny raz.
- Nie potrzebuję pańskiej łaski, profesorze.
- Czy Ty nie potrafisz siedzieć cicho, Granger?! - warknął Severus. Mimo wszystkich wydarzeń, ta dziewczyna na prawdę działała mu na nerwy. Zwłaszcza jak chodziło o jej ogromne gadulstwo. Hermiona umilkła patrząc na profesora z wyraźnym zacięciem.
- Tak lepiej. Uwierz mi, nie chcesz nadwyrężać mojej cierpliwości. Wracając do miejsca, w którym mi tak bezczelnie przerwano. Mam jednak jeden warunek i nazywa się on "moja obecność". Niczego nie robisz sama.
Dziewczyna, mimo niechęci, musiała się zgodzić. Nie miała innego wyjścia. Gdyby odmówiła musiałaby się liczyć z kolejnym atakiem, a może i nawet ze śmiercią.
- Dobrze. - powiedziała w końcu. - Czy w takim razie mogłabym zacząć już teraz? To ważne. Chodzi o dokładne godziny.
Profesor nic nie odpowiedział, tylko delikatnie skinął głową. Hermiona ruszyła w stronę pracowni, z której wyrwała Severusa. Jej wzrok mimowolnie spoczął na zegarze. Była godzina 22. Pora idealna. Dziewczyna nie czuła zmęczenia. Był to jeden ze skutków eliksiru. Powodował on bezsenność i pobudzenie. To dlatego zawsze równocześnie ważyła eliksir słodkiego snu, wbrew temu o mówił Mistrz Eliksirów.
Dziewczyna bez słowa zajęła miejsce przy kociołku. Ruchem ręki przywołała swoją różdżkę ze stolika nocnego. Bardzo cieszyła się z tego, że Severus ją odnalazł. Położyła ją obok i oparła się o blat stołu zamykając oczy. Czując na sobie baczne spojrzenie Snape'a czuła się dość nieswojo. W sali, na lekcji, przyzwyczaiła się do tego jak śledzi każdy jej ruch. Ale teraz? Kiedy byli sami? Jego spojrzenie wydawało się jeszcze bardziej natarczywe i nieznośne. Wprawiał jej dłonie w drżenie i powodował gęsią skórkę na karku. Kiedy w końcu Hermionie udało się przywrócić do rzeczywistości ruszyła w stronę szafek z ingrediencjami. W skupieniu zaczęła wyciągać poszczególne składniki. Położyła je na stoliku obok kociołka razem z dwoma małymi pojemniczkami i kielichem. Wpatrując się w potrzebne rzeczy lekko przygryzała dolną wargę w skupieniu.
- Czy ma pan gdzieś tutaj noże? - zapytała odwracając się w stronę nauczyciela. Wydawał się być zaskoczony jej pytaniem.
- Masz różdżkę. - odparł tonem jakby wyjaśniał dziecku jaki kolor ma zielona trawa.
- Są ingrediencje, których nie można dotknąć różdżką. Powinien pan wiedzieć o tym, profesorze. - powiedziała z lekkim zirytowaniem.
- Druga szuflada od dołu. Trzeci regał. - mruknął cicho.
Hermiona kiwnęła głową. Sięgnęła do miejsca, o którym mówił Snape. Wyciągnęła jeden mały nożyk i jeden duży, największy i najostrzejszy jaki znalazła. Patrzył na to, co ona robi, obserwował każdy jej ruch. Nie komentował jak to miał w zwyczaju. Szanował ciszę. Zwłaszcza podczas ważeniu eliksirów. Nie powiedział ani słowa jak kroiła tasmańskie jabłko, którego sok mógł zabić w ciągu kilku sekund. Ani jak rozbijała ogniste łzy, które były zabójcze dla wzroku. Jednak kiedy chwyciła za nóż i przecięła swój nadgarstek, to było dla niego już za wiele. Ruszył szybko do niej, ale zatrzymała go.
- Nie podchodź. - powiedziała cicho patrząc na to, jak krew spływa po jej dłoni do kielicha. Kiedy napełniła go do połowy poczuła lekkie drętwienie w nadgarstku, któremu zaczęły już po chwili towarzyszyć zawroty głowy. Było to dla niej znane uczucie. Umiała sobie z tym poradzić. Nie zatamowała tego krwawienia. Przy tego rodzaju eliksirze było to niebezpieczne. W jej szatach zawsze znajdowały się bandaże. Tutaj ich nie miała. Zapomniała o tym. Miała nadzieję, że da radę wytrzymać do końca ważenia eliksiru. Czuła spojrzenie Mistrza Eliksirów na swoich dłoniach. Ale tym razem nie potrafiła opanować ich drżenia. Przymknęła oczy czując jak robi się jej słabo. Słyszała jak Severus zrobił kilka kroków w jej stronę.
- Granger?
Dziewczyna tylko pokręciła głową aby nie podchodził. Zawsze dawała sobie radę. Ten jeden błąd nie przekreśli jej eliksiru. Wzięła do lekko drżącej dłoni nóż i zabrała się za kończenie krojenia oczu węża. Była silna i jeśli Severus Snape sądził kiedykolwiek inaczej, to ona wyprowadzi go z tego błędu.

4 komentarze:

  1. Widzę, że akcja się rozkręca. z niecierpliwością czekam na następny rozdział. Życzę duuużo weny. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. weny mam sporo, tylko czasu nie mam, żeby to zapisywać xD
      dziękuję <3

      Usuń
  2. Czytałam wszystkie rozdziały na jednym tchu
    Cczekam na kolejny rozdział
    ~K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej ^^
      Następny powinien pojawić się w przyszłym tygodniu. Obiecuję, że rozdziały będą już regularne :)

      Usuń